W tej wymianie tak naprawdę nie chodziło ani o dach nad głową, ani o zdobienie bramy. Wymiana rozegrała się na innym poziomie. Jeśli mówimy o malowaniu, to rzeczywiście wymalowana została brama wjazdowa do gospodarstwa, ale jeśli mówimy o spotkaniu, to w rzeczy samej mówimy o otwieraniu wrót między ludźmi, dla ludzi.
1.
Haraus znaczy Czarna Woda. Władimir mówi, że wieś nazwał tak Dżyngis Han, gdy przechodził przez te ziemie ze swoją armią. Gdy pytam, skąd ta nazwa, nie potrafi mi odpowiedzieć, ale po jego dłoniach widać, że czerń jest tutaj kolorem głęboko wrytym i jak najbardziej naturalnym.
Sioło Haraus leży wśród sopków, jak Rosjanie określają nieduże, stepowe, ciągnące się bez końca pagórki. Na południe kraina otwiera się na bezkres mongolskich stepów, na północ już tylko rzut beretem i zacznie się tajga. Za jednym z widocznych na horyzoncie wzgórz znajduje się odkrywkowa kopalnia węgla, w której pracuje Władimir. To zaledwie parę kilometrów, lecz aby tam dotrzeć wychodzi z domu dwie godziny wcześniej, gdyż przedarcie się przez jeden pagórek to również przeskok do innej strefy czasowej.
Pracuje w nocy, wychodzi o ósmej wieczorem, wraca o dziesiątej rano. Jak było w robocie – zapytałem któregoś dnia. Normalnie – odpowiada w naturalny sposób. Trzy kilometry w jedną, trzy w drugą, w tę i z powrotem. Wozi węgiel starym biełazem, wielką ciężarówką białoruskiej produkcji. Rutyna. Teraz jest dobrze, gorzej w zimie, gdy temperatura spada do minus pięćdziesięciu.
2.
Syberyjska rzeczywistość działa bardzo silnie na wyobraźnię. Stałem gdzieś na transyberyjskim trakcie i myślałem o strasznych rzeczach, jakie mogą się tu przydarzyć. Wyobrażałem sobie różne nieszczęścia i budowałem scenariusze wielu tragedii. Coś błysnęło i czym prędzej odrzuciłem tę myśli. Przecież to tylko atawistyczne lęki! Pojawia się pytanie – dlaczego ja jestem taki bezpieczny w sytuacji wydawałoby się skrajnej?
Tysiące, setki tysięcy, w końcu miliony ludzi pracowały przez wieki tylko po to, abym ja teraz mógł stanąć tutaj z lekko przelatującą przez głowę myślą, że jestem na cywilizacyjnej pustyni. Może i nic tu nie ma, może i każdy człowiek jest tu naprawdę tylko sam ze sobą. Ale klin w tę pękającą wizję wbija fakt, że w ręku trzymam mapę, która stanowi dorobek wartkiego strumienia ludzi, który przez wieki płynął przez tę tutejszą cywilizacyjną pustynię. Mijały lata, ludzie żyli i umierali w tajdze, zapisując każdy swój krok przez te niedostępne rejony i rysując każdy przebyty odcinek na białej jeszcze kartce mapy. Czasem byli tylko po to, aby umożliwić pracę innym. Ze zdumieniem, z nową perspektywą otwieram i przeglądam mój atlas. Z premedytacją szukam strony, która będzie pokazywać rejon naprawdę pusty. Ale tego „Niczego” znaleźć nie mogę. To, co najbardziej nieogarnięte, okazuje się równie zakomponowane, jak to, co precyzyjnie ułożone ludzką ręką. Samo pokolorowanie strony na zielono wynika z naszej pewności, że jest tam tajga. Gdzieś w niej punkciki dokumentujące, że jest tam jakaś góra lub jakaś woda. Czasem pojawia się linia, która może nie pretenduje do miana drogi, ale dowodzi, że dało się tamtędy kiedyś dokądś przedrzeć.
Przez śnieg, Opowiadania Kołymskie, Warłam Szałamow
Ale nie o Syberię tu chodzi, ani o żadną inną dziewiczą krainę. Zgubić się można równie dobrze w mieście. Aby poczuć pustkę wystarczy zamknąć oczy. Bo naprawdę nie da się powiedzieć, żebym coś odkrył, mogłem to sobie tylko uświadomić. Bo nie chodzi o to, żeby dotrzeć, żeby dojechać. Chodzi o to, aby jechać, aby docierać. Chodzi o proces, o pracę, o czas. Wartościowe jest to, co pomiędzy, co rodzi się w międzyczasie. Nie chodzi o odkrycie Syberii, bo ona już dawno została odkryta przez miliony podróżników, geodetów i sołdatów, zasiedlona jest od tysiącleci. Użyć tej ziemi można do uświadamiania sobie.
To, co zostało uświadomione w wyniku tych tygodni przemieszczania się przez te pozornie dziewicze rejony, to uczucie ogromnego długu wdzięczności wobec minionych pokoleń i ich dorobku.
Przecież wszędzie tam można dolecieć samolotem, można dostać się bezpiecznie i łatwo z Warszawy w kilka godzin. Przecież tam od wieków żyją ludzie, są szczęśliwi, mają prąd i telewizor, w którym oglądają amerykańskie filmy. Istnieje prawo i porządek, sprawiedliwość i poczucie ładu zbliżone do europejskiego, a drobne różnice odbiera się jako etnograficzną, ludyczną ciekawostkę.
Bez tego ciężko dojść do poziomu zrozumienia, skąd się w Haraus wzięliśmy. Bo jakże zrozumieć bezsensowną tułaczkę, której celem jest w zasadzie sama tułaczka? Jak tłumaczyć wyprawę autostopem w ziemię, która od lat dręczy i więzi wielu ludzi? Z ciekawości? Ale w Sybirze nic ciekawego nie ma – jest za to groza, siermięga i skrajnie trudne warunki do życia. Jak zrozumieć tułaczkę w kraju, w którym bardziej niż swobodną przygodą, podróż przez Syberię związana była raczej ze zsyłką lub powołaniem do wieloletniej służby.
3.
Pewien czas biliśmy się myślą, czy w ogóle dokumentację Wrót pokazywać. Sama prezentacja ich w formie wystawy wywraca trochę znaczenie tego pierwotnego, zwykłego, prostego aktu malowania. Myśleć o nim można raczej jako o projekcie, który powstał w kontrze do nie dosłowności sztuki, żywiącej się w pewien sposób kontekstem muzealnej, galeryjnej ramy. W tym wypadku sztuka nie jest do niczego potrzebna, wręcz przeszkadza swoją narzucającą się konwencjonalnością. A nas interesuje przede wszystkim opowieść – prosta i zdemitologizowana.
Wpisanie tego działania w nowe ramy byłoby nie fair wobec ludzi, dla których te Wrota wykonaliśmy, którzy zaprosili nas do siebie do domu i zaopiekowali się nami. Wywrócenie banalnego porządku polegającego na układzie obraz za michę, wykorzystanie Wrót do powiedzenia czegoś więcej, niż mówią one same, byłoby wykorzystywaniem tych ludzi. Nie o to nam chodzi. Co więcej, uważamy że nie możemy sobie na to pozwolić przez najzwyklejszy do nich szacunek.
Dlaczego więc pojawiamy się w kadrze tych zdjęć? Nie chcemy być obojętni lub obiektywni. Pokazujemy tu siebie, aby móc zaznaczyć niezwykle ważny element tej historii. Chcieliśmy podzielić się sympatią.
Spotkaliśmy sympatycznych ludzi, a malowanie bramy jest sympatycznym wydarzeniem. To było dobre spotkanie. Nie można tego łatwo powiedzieć o wielu rzeczach. Zawarliśmy układ – dostajemy podwózkę, pokarm i nocleg za wymalowanie wrót. Ale tak naprawdę w tej wymianie nie chodziło ani o wikt i opierunek, ani o zdobienie bramy. Wymiana rozegrała się na innym poziomie.
Ciekawe jest podwójne znaczenie słowa wrota. Bo jeśli mówimy o malowaniu, to rzeczywiście wymalowaliśmy bramę wjazdową do gospodarstwa, ale jeśli mówimy o spotkaniu, to w rzeczy samej mówimy o otwieraniu wrót między ludźmi, dla ludzi. To, co pokazujemy, to przebicie nieistniejącej granicy, takiej samej jak między ludźmi na Marszałkowskiej – zwykłej, normalnej, międzyludzkiej bariery.
Kodem naszego spotkania, płaszczyzną na której doszło do porozumienia, stała się ludzka życzliwość i dobroć. Przy pomocy tego właśnie języka doszło do porozumienia, dzięki niemu możliwa była wzajemna fascynacja i wymiana, o której mowa w całej tej historii.
4.
Czy zatem nie ma fałszu, gdy używamy symboli takich jak jabłuszko, czy nie są one przypadkiem znakami naszej pogardy dla napotkany na drodze ludzi?
Nie należy przeceniać ich wagi. Te znaki są najmniej istotnym elementem całości. Ale jednocześnie one zaznaczają nasz dystans, wyznaczają margines. To był podpis cywilizacyjny. One wyznaczają sygnaturę, dzięki której każdy, kto tam przyjedzie z zewnątrz, będzie wiedział, że tego nie wymalował gospodarz.
Użycie symboli, które znaczą coś innego w różnych kulturach, jest znakiem, że nastąpiło spotkanie. Wrota są pracą wieloznaczną. Są pieczęcią, dokumentem.
Użycie uniwersalnego kodu obrazkowego z założeniem, że w różnych obszarach kulturowych nabiera różnego znaczenia, było działaniem świadomym, zakładającym u podstaw, że w miejscu realizacji znaczenia nadane tym symbolom nie zostaną odebrane tak, jak odebrane najprawdopodobniej zostałyby w miejscu, z którego przyjechaliśmy. Użycie jabłuszka jest malutkim akcentem, którego znaczenie wykracza jednak w tym kontekście poza banał i zabawę. To nie jest działanie prześmiewcze. Wprowadzenie symboli odczytywalnych również z poziomu kultury masowej jest działaniem powodującym, że Wrota można oglądać również z perspektywy zachodniej. Gdybyśmy nie użyli tych symboli, nie byłoby w tym nic do odczytania, nic, co wciągałoby w grę.
Zresztą bez jabłuszka byłaby to jedynie etnografia, i to etnografia amatorska. Można by nam wtedy zarzucić, że nie zrealizowaliśmy bramy wedle obowiązujących na Syberii metod, stylistyk i ikonograficznych tropów właściwych tym rejonom. Wrota pozostają jednak projektem wartościowym i uniwersalnym, ponieważ odwołują się równie silnie do naszej zbiorowej, zachodniej wyobraźni, jak i do lokalnych zwyczajów zdobniczych.
Formy przedstawione na bramie nie są drastycznie inne od obecnych na innych syberyjskich bramach. Język obrazowy jest oparty na alfabecie uniwersalnym, odwołującym się do palety podobnych znaków w różnych kręgach cywilizacyjnych. To kontekst i znaczenia nadawane tym znakom w celu ich użycia, definiują dopiero to, w jakim kręgu kulturowym pozostajemy.
5.
Czasami po prostu trzeba pojechać bardzo daleko, jechać na tyle daleko, aby przestać myśleć kategoriami, których używa się w domu, aby przestać martwić się domowymi problemami, trzeba jechać tak długo, aż zapomni się o tym wszystkim albo uzna za nieistotne.
Czasami trzeba pojechać strasznie daleko, postawić się w sytuacji niewyobrażalnie dziwnej, innej od normalnej, aby przeżyć coś bardzo prostego i zwykłego. Trzeba jechać, aby wyzbyć się tych ustałych, zastygłych spraw i struktur, które przesłaniają to, co ważne. To, co ważne bezwzględnie. Czasami trzeba znaleźć się w najdalszej otchłani świata, gdzieś w głębi Syberii, aby uświadomić sobie wartośc, sens, rozmiar najprostszego odruchu międzyludzkiego dobra.
I w końcu uświadomienie, odświeżenie sobie tej niezwykle ważnej wartości nie musi nastąpić w wyniku wielkiego, heroicznego wydarzenia. Może mieć charakter rownie prosty i banalny, może zaistnieć w wyniku zwykłej wymiany. Ja oferuję Tobie to, co umiem, ty dajesz mi to, czym możesz mi pomóc. Gdy umawialiśmy się na wymianę, mówiliśmy o wymianie, dla której Wrota są tylko pretekstem. Wrota musiały zaistnieć po to, aby zaistniała wymiana dużo bardziej fundamentalna, o wiele ważniejsza i bardziej istotna.
Na pewno nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nie ma nic wybitnego. Nie można powiedzieć, że coś osiągnęliśmy. To nie była przygoda. W naszej podroży nie było surwiwalu ani ekstermum. Nie spotkaliśmy też ludzi wybitnych albo wyjątkowych.
Tak,ale jednak przeżyłem coś ważnego. Obawiam się, żę nie ma języka, aby to opisać, aby to doświadczenie przekazać. Mogę natomiast powiedzieć o pewnych prostych zdarzeniach, po których coś pozostało, które są fizycznym śladem. Mogę opowiedzieć o Wrotach, dzięki którym to wszystko było możliwe.
Przodem idzie człowiek, pocąc się i przeklinając, przestawiając z ledwością nogi, więznąc co minutę w sypkim, głębokim śniegu. Człowiek odchodzi daleko, znacząc swą drogę nierównymi czarnymi jamami.
Męczy się, kładzie na śniegu, zapala papierosa i machorkowy dym snuje się niebieskim obłoczkiem nad białym, błyszczącym śniegiem. Człowiek już odszedł dalej, a tam, gdzie odpoczywał, wciąż jeszcze wisi obłoczek – powietrze jest prawie nieruchome. Drogi przedeptuje się zawsze w czasie spokojnych dni, żeby wiatry nie zmiotły ludzkiej pracy. Człowiek sam sobie wyznacza punkty orientacyjne w śnieżnym bezkresie – skałę, wysokie drzewo; człowiek prowadzi swoje ciało po śniegu tak, jak sternik prowadzi łódkę po rzece od cypla do cypla.
Przedeptanym i nierównym śladem porusza się pięciu do sześciu ludzi rzędem, ramię przy ramieniu. Stąpają obok śladu, nie w sam ślad. Doszedłszy do wyznaczonego wcześniej miejsca, zawracają i ponownie idą tak, żeby rozdeptać śnieżną caliznę, miejsce, gdzie nie stawała ludzka stopa. Droga przebita. Mogą po niej iść ludzie, karawany sań, traktory. Jeżeli iść śladem pierwszego, stąpając w ślad w ślad, pojawi się wąska, ledwie do przejścia ścieżynka, a nie droga; jamy, przez które przebijać się trudniej niż przez caliznę. Pierwszemu jest ciężej od wszystkich, kiedy więc opada z sił, do przodu wychodzi następny z tej czołowej piątki. Każdy z idących w ślad, nawet najmniejszy, nawet najsłabszy, powinien stąpać na kawałeczek śnieżnej calizny, a nie w cudzy ślad. A traktorami i końmi jeżdżą nie pisarze, lecz czytelnicy.”
[2]
INFO o wystawie:
„WROTA/ворота”
Michał Chojecki, Wawrzyniec Skoczylas
wernisaż: 8.kwietnia 2011, piątek, 19.00
wystawa otwarta: 9,10 kwietnia, 12.00-20.00
Foksal 17B m.52, Warszawa
wejście przez bramę PiW na podwórze
INFO:
(PL) Wystawa WROTA jest dokumentacją Spotkania, które miało miejsce w siole Haraus, w obwodzie czytyjskim w Rosji. Wawrzyniec Skoczylas i Michał Chojecki przemierzając Syberię zamieszkali u pewnej rodziny zawierając prosty układ: wymalowanie wrót za opiekę i pomoc. Lecz w tej wymianie tak naprawdę nie chodziło ani o dach nad głową, ani o zdobienie bramy. Wymiana rozegrała się na innym poziomie. Autorzy nie są ani obojętni, ani obiektywni. “Chcieliśmy podzielić się sympatią. Spotkaliśmy sympatycznych ludzi, a malowanie bramy jest sympatycznym wydarzeniem. To było dobre spotkanie. Nie można tego łatwo powiedzieć o wielu rzeczach.” Jeśli mówimy o malowaniu, to rzeczywiście wymalowana została brama wjazdowa do gospodarstwa, ale jeśli mówimy o spotkaniu, to w rzeczy samej mówimy o otwieraniu wrót między ludźmi, dla ludzi.
(RU) Выставка „Врата” это документация встречи, которая случайно состоялась в селе Хараус Читинского района России. Вавжинец Скочилас и Михаил Хоецки, путешествуя по Сибири предложили обычной семье свою помощь в разукрашивании необычных ворот в их дом. И главным не было украшение ворот за крышу над головой. Обмен заключался на другом уровне. Авторы отнеслись к этому не равнодушно, без объективной оценки. „Мы хотели поделиться своими эмоциями, от общения с хорошими людьми, украшение ворот у которых стало для нас приятным событием. Это было хорошая встреча. Словами ее трудно передать, ее нужно чувствовать. А если говорить о живописи, то мы действительно расписали ворота, которые ведут во внутренний двор этой семьи, но если – о встрече, то эти ворота стали открытием между людьми и для людей.
Michał Chojecki | 07 kwietnia 2011 | komentarze (0)

Brak komentarzy

